Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elvis Presley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elvis Presley. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Elvis Presley - "Elvis" (1956)

 


1956 rok zdecydowanie należał do Elvisa. Nigdy wcześniej w historii żaden wykonawca w taki sposób nie zdominował list przebojów i nie był tak wszechobecny w świadomości publicznej. Jedni go nienawidzili, inni kochali. Powstała kontrowersja jedynie napędzała zainteresowanie rosnące wokół piosenkarza. Wraz z pojawianiem się kolejnych hitów pokroju Hound Dog czy Heartbreak Hotel, dwudziestojednoletni młodzieniec rozpoczął falę inspiracji dla niezliczonych przyszłych artystów i na stałe zapisał się w historii rozrywki. Po wielkim sukcesie pierwszego longplaya, naturalnym krokiem było oczywiście nagranie kolejnego albumu. Recenzowany dziś krążek nie jest może przeze mnie oceniony tak wysoko jak debiut, ale osobiście lubię go nawet nieco bardziej, co poniżej wyjaśnię szerzej. Z uwagi na panującą wtedy politykę wydawniczą - single z dużymi hitami wypuszczano oddzielnie i zazwyczaj nie umieszczano ich na regularnych albumach - nie znajdziemy tutaj żadnego słynnego przeboju Presleya. Czy z tego powodu jest to słaba płyta? Zdecydowanie nie!

czwartek, 8 kwietnia 2021

Historyczna pierwsza recenzja! - Elvis Presley - "Elvis Presley" (1956)

 


Na temat mojej pierwszej recenzji wybrałem debiutancki longplay Elvisa Presleya. Jest to może niecodzienny wybór, aczkolwiek dla mnie w pewien sposób symboliczny, bowiem od tego właśnie artysty zacząłem na poważnie podchodzić do muzyki, której słucham. Wcześniej niespecjalnie zwracałem uwagę na wykonawców, czy też albumy i styl - muzykę dobierałem bardzo losowo i z niskim poziomem świadomości. Swoją przygodę z Elvisem zacząłem od zwyczajnej, pirackiej, składanki z największymi przebojami w wakacje 2013 roku w gimnazjum. Jako że do tego czasu miałem już za sobą długie sesje w grze Mafia II, stylistyka rock and rollowa była mi już w pewien sposób bliska - w radiu tam rozbrzmiewającym można usłyszeć garść szlagierów tego gatunku. Stopniowo, gdy hity mi się dostatecznie spodobały i ograły, sięgnąłem po regularne albumy Presleya i szybko odkryłem, że rock and roll nie jest jedynym gatunkiem, który piosenkarz interpretował w bardzo do mnie przemawiający sposób. O tym jednak napiszę coś więcej przy okazji jego kolejnych wydawnictw.